poniedziałek, 5 grudnia 2011

Komunikacja domowa

Przez trzy dni prosiłam, aby syn posprzątał pokój. W końcu, w poniedziałkowy poranek, pojawiła się na drzwiach taka informacja zaadresowana do mnie. Zaczyna się kulturalnie:



Krótko mówiąc mam do pokoju nie wchodzić, a jeśli już muszę, to mam kupić bilet. A to jest trudne, bo podczas pobytu sześciolatka w szkole - kasa jest zamknięta.

I jeszcze powód komunikatu na drzwiach:


Powinno mi się to wydawać zabawne, ale prawdę mówiąc ten bałagan już mnie nie śmieszy. No, może trochę:)

7 komentarzy:

  1. Uroczy taki synek :)))

    I jaki pomysłowy.
    U nas pojawiła się karteczka na dzrwiach od któej do któej możemy wchodzić. Dokładność w minutach ;))
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wg Emilki i Ksawerego to ARCYDZIEŁO!AK

    OdpowiedzUsuń
  3. Bałagan chyba też by mnie nie śmieszył, choć zabawki są ładne. :-) Jestem pod wrażeniem, że dziecko wpadło na taki sposób komunikacji (jeśli pomysł pochodził od niego)! W książce "Jak słuchać, by dzieci mówiły..." jest mowa o inicjowaniu takiej komunikacji przez rodziców - w pewnych sytuacjach może sprawdzać się lepiej niż słowne nakazy lub uwagi...

    OdpowiedzUsuń
  4. Uff, jak dobrze , że mój jeszcze nie potrafi pisać. Już wyobrażam sobie ten zwój papieru z listą rzeczy, o które ma do mnie pretensje!

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety nie pamiętam kto rozpoczął 'informowanie' - kiedyś pisywałam różne głupie rzeczy aby syn ćwiczył czytanie i chyba tak zostało.

    Najbardziej lubię dłuższe wypowiedzi - ortografia i wnioskowanie pierwszoklasistów zaskakują:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoje dziecię nieodmiennie mnie zachwyca :)

    OdpowiedzUsuń