wtorek, 15 listopada 2011

Ekologicznie

Szczerze mówiąc książka 'Ekologiczne dzieciaki' nie porwała mnie specjalnie podczas pierwszej styczności. Jednak im więcej czasu z nią spędzamy, tym bardziej nam się podoba. Po dwukrotnej lekturze, możemy zdecydowanie ją polecić:)


Fakty zostały podane chyba w najbardziej przyswajalny sposób dla kilkuletnich czytelników. Dużo rad, pomysłów, tematów do przemyślenia. I mimo powagi problemu, sporo humoru. W dodatku linki i odnośniki, gdzie rozwijać można poszczególne zagadnienia. Ta książka nie kończy się po przeczytaniu ostatniej strony. 





Świadomość ekologiczna mojego sześciolatka jest chyba na dość przyzwoitym poziomie. W każdym razie staramy się dawać dobry przykład, wożąc się ze śmieciami po mieście, bo systematycznie usuwają nam pojemniki do sortowania z naszej najbliższej okolicy. Papiery lądują w koszu na makulaturę (długo walczyłam, ale jest), nakrętki i baterie - w szkole. Baterie w dodatku zanim trafią gdzie trzeba, przechodzą przez bateriowego Peta. A nasz Pet dawno już skończył 3 lata, więc jest to chyba jedna z lepiej wykorzystanych plastikowych butelek:)



Ekologiczne dzieciaki
Kim McKay, Jenny Bonnin
National Geographic, 2011

7 komentarzy:

  1. Sprawdziłam cenę - 23 PLN - niedroga jak na książkę. Skusiłam się:)

    OdpowiedzUsuń
  2. To jestem ciekawa, jaka będzie opinia:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak tylko paczka z książką dotrze i się w nią "wgryziemy" - dam znać.

    OdpowiedzUsuń
  4. To 'wgryzanie' u nas trwa i trwa, choć nie wiadomo już gdzie jest książka;) Są jeszcze kolejne części już 'nie-dla-dzieci' teoretycznie, ale widziałam tylko wirtualne okładki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem na etapie czytania książki na głos --- sobie ---- ale świetnie udaję, że robię to dzieciom:) Podoba mi się, że treść zachęca do grupowości i społecznictwa. Mam nadzieję, że 4 minutowy prysznic nie obejmuje mycia głowy, bo ja się nie wyrabiam a wiadomo - najpierw trzeba zaświecić eko-przykładem:) Pozdrawiam Cię Mała Formo. Lubię tu zaglądać by czasem odetchnąć prostotą formy (te białe ściany i minimalizm sprzętowy na zdjęciach), u mnie wciąż artystyczny nieład.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też mamy peta takiego. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moniko-Mimo-zo - faktycznie o niektórych pomysłach można dyskutować. U nas lektura wprowadziła mały terror ekologiczny i sześciolatek wymaga, abym z każdym papierkiem biegała do kosza na makulaturę, który stoi przed domem;)

    Pani Zorro: największy problem mam z wydłubaniem tych baterii ze środka jak Pet się zapełni. Mieliśmy opracować większy model, ale szkoda nam się zrobiło starego...

    OdpowiedzUsuń