wtorek, 29 listopada 2011

Andrzejki

Wróżby były dwie - najpierw laliśmy wosk przez klucz, potem sześciolatek wróżył przyszłościowy zawód (na tematy matrymonialne jeszcze za młody). Z wosku powstała świnka - utrzymuję, że morska, choć chyba jako zwierzę domowe to wolałabym już nawet kota, przed którym od dawna się bronię. Z zawodów wylosował się kierowca monster trucka, ale z oszustwami, bo dopiero za trzecim razem (druga była baletnica, którą niepostrzeżenie udało mi się wcisnąć do czapki z losami;)





6 komentarzy:

  1. faktycznie świnka:) u nas wyszedł jednorożec:)

    OdpowiedzUsuń
  2. a myśmy całkiem o andrzejkach zapomnieli... tym fajniej zobaczyć je u kogoś, a ta świnka to nieco dinozauryczna:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie ma coś z dinozaura - za bardzo skupiliśmy się na zwierzętach, które ewentualnie można trzymać w domu. Dla mnie najpierw to była rybka... :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. To może być również mrówkojad w euforii? Chociaż prosię chyba wokół Was krąży: http://tekturowo.blogspot.com/2011/06/origami.html
    Notabene, świnki są podobno bardzo miłymi stworzeniami - teściowa niejednokrotnie opowiadała o śwince Magdzie tak oswojonej, że przybiegała na zawołanie i chadzała z nią - podówczas dzieckiem - na spacery

    OdpowiedzUsuń
  5. Wróżby Leon załatwił w szkole i już wiem, że zakocha się w Mai. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oksymoron - tak, prosiaki nas prześladują, choć mrówkojad w sumie też by pasował. Może jeszcze utuczony kret?

    Pani Zorro - u nas w szkole też były i poznaliśmy przyszłą żonę. Teściowa zadowolona:)

    OdpowiedzUsuń