poniedziałek, 7 marca 2011

Hotelowa nuda

Spędziliśmy tydzień w hotelu, męcząc się okrutnie, tym bardziej, że rodzinnie hoteli nie znosimy. Latem jak ślimaki ciągniemy mieszkalną skorupę za samochodem, ale zimą takiej możliwości nie ma. Było więc nudno, bez tektury i wszystko na gwizdek.

Sześciolatek sam spakował swoje zabawki wrzucając do torby stos książek, szachy, grę kot i mysz, superfarmera oraz karty uno. Wszystko przysypał kilkoma garściami resoraków, a na koniec dorzucił klej i nożyczki. Po dwóch dniach hotelowej wegetacji zaczął rozglądać się za kartonami. Pudełek nie znalazł, ale nie przeszkodziło to w budowie miasta ;)




Spoglądałam na te dzieła zza książki z ulgą, że nie muszę uczestniczyć w zabawie. W rezultacie powstał... kemping ;)



6 komentarzy:

  1. Twój Syn powinien prowadzić kursy kreatywności:)
    Pozdrawiam nieustająca fanka:)

    OdpowiedzUsuń
  2. W tworzeniu bałaganu jest najlepszy. Również pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To nazywasz bałaganem? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętaj, że u mnie sprzątanie jest nieco bardziej skomplikowane, niż Twoje "ziuuuuuu do szuflady" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. O. Bardzo bym tak chciała, ale w ogóle mi się rzeczy do szuflad nie mieszczą...

    OdpowiedzUsuń
  6. Też mam taką jedną podręczną szufladę, której przezornie wolę nie otwierać :)

    OdpowiedzUsuń